niedziela, 10 grudnia 2017

#Lifestyle Świąteczne prezenty inne niż wszystkie / etykiety/karneciki do pobrania

Nadszedł czas, w którym można już jawnie i bez zająknięcia wyśpiewywać kolędy, wieszać lampki na balkonie (i nad łóżkiem, nad lustrem, na parapecie, pod telewizorem...), wydawać wszystkie pieniądze na mikołaje w czekoladzie i ubierać wieśniackie sweterki z rudolfem.

...i choć to znów żerowanie na naszych słabościach, tworzenie tej unikalnej otoczki tylko po to, abyśmy bez opamiętania kupowali kupowali i jeszcze raz kupowali - nie znam osoby, która by nie dostrzegała choć cienia przyjemności w tym cyrku.


... ale umówmy się - kiedyś pojęcie świątecznego prezentu było nieco inne niż dziś, ponieważ dziś - to czasy, w których wszyscy mają wszystko. Teraz nowy smartfon, skarpety lub zegarek to słabe pomysły na prezent. No, chyba, że stać Cię na najnowszego Ajfona Ten lub zegarek z jakiejś firmy dla dżentelmenów za miliony monet. Moje miliony monet gdzieś mi umknęły, a, że ta stosunkowa bieda (podobnie jak potrzeba) jest matką wynalazku - stworzyłam kilka propozycji, na które mogłabyś / mógłbyś nie wpaść. Tutaj, zamiast góry pieniędzy, poświęcasz coś równie cennego - czas i kawałek serducha.

1. Świeca

Kto by nie chciał dostać Jankikandle albo Łudłika w wersji handmade?! Ja bym chciała i dlatego na pewno sobie sprawię.

Potrzebne będą Ci:

  • Parafina
  • Kredki świecowe (im więcej kolorów tym lepiej - to one nadadzą Twojej świecy kolor)
  • Kilka olejków eterycznych w zapachach, które lubisz
  • Słoiki z zakrętkami (lub bez - jak wolisz)
  • Knoty
  • Wstążki, tasiemki, laski wanilii, pierdółki (do ozdoby)

A teraz weź garnuszek, podgrzej parafinę wymyśl sobie kolor i wkrój świecową kredkę, dodaj kilkanaście kropel olejku i wlej do słoika!


2. Sól do kąpieli

Kolejna z propozycji cyklu "zrób-to-sam". Tym razem jeszcze prostsza, a jaka efektowna!

Potrzebne będą Ci:

  • morska sól gruboziarnista / sól himalajska (nie polecam zwykłej soli)
  • oliwa z oliwek (lub kilka kropel innego oleju)
  • olejki eteryczne (dla zapachu)
  • suszone kwiaty, zioła (ja dodaję lawendę z balkonu)
  • barwnik spożywczy (opcjonalnie, jeśli chcecie kolorowo)
  • słoiczki

Zero filozofii - wystarczy wszystko wymieszać!


3. Las w słoiku

Myślisz, że to trudne i trzeba za niego zapłacić miliony monet? Ja też tak myślałam do czasu, aż nie postanowiłam sama takiego zrobić.

Potrzebne będą Ci:

  • słój po ogórkach (w ogóle słój, jakiejkolwiek wielkości chcesz)
  • motywacja do wyjścia z domu (po materiały trzeba się wybrać do lasu albo większego parku)
Pozbieraj różnorodne, drobne i te nieco większe rośliny - pamiętaj, że nie możesz ich wyrwać bez korzeni (bo wszystko Ci w słoiku zgnije i będzie lipa!). Do osobnego woreczka nabierz ziemi, w której dotychczas rosły, pozbieraj również drobne, małe kamyczki. Wszystko układasz warstwami: ok. 3 cm kamieni, na to ze 4 cm ziemi i na to sadzisz swoją florę. Podlewasz niewielką ilością wody, zakręcasz słoik i... obserwujesz! Powinien parować średnio raz dziennie, ale gdy para jest obecna cały czas - to zły znak, otwórz wówczas słoik, odczekaj aż para zniknie, zakręć i obserwuj dalej aż las będzie żył własnym życiem.

4. Filiżanki ręcznie malowane

Kubek też możesz pomalować, ale w mojej opinii nic nie wygląda bardziej elegancko niż piękna filiżanka ze spodkiem, podarowana w uroczystych chwilach.

Potrzebne będą Ci:

  • biała filiżanka ze spodkiem - biała lub czarna (takie niczego Ci nie narzucają i możesz kombinować - kosztują nawet kilka złotych!)
  • farby do szkła i porcelany
... baw się dobrze! ;)






Wyciągnęłam z mojej głowy te cztery propozycje i oceniam je jako:

1. Banalne w wykonaniu - do wykonania przez KAŻDEGO (nie wymagające talentów i zdolności)

2. Pożyteczne (relaksacyjne, piękne i użytkowe - to pożyteczne cechy)

3. Nie kosztują miliardów (ale jak masz chęć, to możesz je wykonać droższymi i szlachetniejszymi materiałami - parafinę wymień na wosk pszczeli, szklaną filiżankę zastąp porządną porcelaną albo kup naprawdę dizajnerski słoik na ten las)

I pamiętaj, że kunszt wykonania mierzy się również w opakowaniu, więc wywal (proszę) te badziewne torebki lub (o! zgrozo!) reklamówki z odzysku, ze świątecznym motywem pralinek w czekoladzie (tak, zdarzyło mi się kiedyś otrzymać taki podarek) - przecież ten prezent to całe Twoje serce, więc opakuj je z szacunkiem!


...a zamiast kiczowatych (w złym tego słowa znaczeniu! :) karnecików z kwiaciarni - wykorzystaj te, które przygotowałam i pobierz je o tu

Powodzenia!
Continue Reading

sobota, 4 listopada 2017

#MODA: test na Twój typ urody -
nie bój się kolorów jesienią!

Dzień dobry Wam,

Za mną i przede mną mnóstwo nowych wyzwań. Efekty niezmiennie możecie śledzić tu, ale też na FacebookuInstagramie, a dzieła, stworzone w pocie czoła możecie posiąśc o tu
Trochę też jeździmy z Kitsch&Vintage, tydzień temu bywaliśmy na Targach Mody Vintage, we wrocławskiej BarBarze, za kolejny tydzień będziemy na Concept Weddings, a w grudniu ekspansja poza rodzinne miasto, także zakasałam rękawy i tworzę bez opamiętania. Nawiasem mówiąc... wiecie, że idą święta?! 

Tymczasem w dzisiejszym wpisie...

... obiecany LookBook z autorskiej kolekcji recyklingowanych ubrań oraz test analizy kolorystycznej wraz ze specjalnie dobranymi stylizacjami. Ten przejściowy okres jesienno-zimowy to moim zdaniem najlepszy czas dla mody, bo można założyć wiele i wiele kombinować, tymczasem ja widzę na ulicach pannice w dżinsach, typowych trepach za kostkę w kolorze sztucznej skóry, owinięte szarym kominem - bo zimno. 

Dziki borze, przecież istnieją jeszcze inne kolory! 

A żeby Ci pomóc w ich noszeniu, przygotowałam test, dzięki któremu będziesz mogła rozpocząć przygodę z kolorowaniem siebie nie ryzykując reputacją, wyglądając tak:


Zatem usiądź wygodnie, zmyj tapetkę, rozpuść włosy weź lusterko i trochę pogap się na siebie:

1. Moja cera jest:
a) blada, równomierna kolorystycznie, nie mieni się, posiada ewentualne piegi
b) jasna, równomierna, mieni się na żółto lub brązowo, łatwo się opala
c) we wszystkich odcieniach brązu, łatwo się opala, posiada ewentualne piegi
d) jak z porcelany i mieniąca się w słońcu jak śnieg lub wręcz odwrotnie: ciemna karnacja, nie odbijająca światła

2. Moje oczy są:
a) wodniste, zaszklone, w jasnych odcieniach zieleni, niebieskiego, oliwki, szarości, z wyraźną obwódką
b) jasne, bardziej równomierne kolorystycznie, zlewają się z obwódką, jasne odcienie niebieskiego, zieleni, ale też brązu i szarości
c) mieniące się, we wszelkich odcieniach brązu, złota, bursztynu, ale też w intensywnych kolorach zieleni, nierównomiernie rozprowadzony kolor
d) zaszklone, o intensywnych kolorach - od nordyckiego niebieskiego po hebanowe i czarne

3. Moje usta są:
a) blade, ale zdefiniowane kolorystycznie (np.: pastelowa brzoskwinia, jasna malina)
b) pastelowe, nieco intensywniejsze kolorystycznie w odcieniach czerwieni, mają mało zdefiniowany obwód
c) o mocno napigmentowanych barwach pomarańczowych
d) o mocno napigmentowanych barwach czerwonych, koralowych, mają zdefiniowany obwód

4. Moje włosy są:
a) "wyblakłe", przypominające zboże, słomę lub miód. Włosy też mogą być określane jako "mysie"
b) we wszelkich odcieniach blondu lub jasnego brązu, który mieni się na złoto, z refleksami
c) lśniące, intensywne odcienie brązu, ale też rudości - mieniące się na złoto, bursztynowo i czerwono
d) czarne i błyszczące / ciemnobrązowe, mieniące się na niebiesko lub jaśniejsze: matowe popiele, szarości.

Najwięcej odpowiedzi a:
 kompozycja: Kitsch&Vintage, żródło: //kitschetvintage.polyvore.com

Najwięcej odpowiedzi b:
kompozycja: Kitsch&Vintage, żródło: //kitschetvintage.polyvore.com

Najwięcej odpowiedzi c:
kompozycja: Kitsch&Vintage, żródło: //kitschetvintage.polyvore.com

Najwięcej odpowiedzi d:
kompozycja: Kitsch&Vintage, żródło: //kitschetvintage.polyvore.com


Skoro już wiesz, z czym to się je, to teraz kilka słów na temat testów, analiz i nauk tego typu:

Żaden test nie może decydować o tym, w czym czujesz się dobrze, w czym promieniejesz i czujesz się sobą.

Traktuj takie rozrywki jako wskazówkę. Wiadomym jest, że z naturą się rzadko zadziera i jest bardzo pomocna w doborze odpowiedniej stylizacji, ale jeśli myślisz z żalem, że już nigdy nie założysz granatowego sweterka, bo jesteś wiosną, to pozwól, że zaneguję taki pomysł. ;)

Ważne, aby ubiór tworzył spójną, nieoczywistą kompozycję i pasował do Ciebie. Wtedy możemy nazwać go stylowym, a Ciebie - stylową kobietą. 


... ale to temat na następny post!



Jeśli potrzebujesz skomponować swój styl, w oparciu o Twoją naturę, osobowość, ale też własnie predyspozycje kolorystyczne, koniecznie do mnie napisz na:


Continue Reading

poniedziałek, 23 października 2017

5 dowodów na to, że nie masz własnego stylu


Istnieje prawdopodobieństwo, że zostanę zlinczowana przez rzeszę Kobiet i Dziewcząt, którym dedykuję ten post. Nic dziwnego, w końcu dość brutalnie przekażę prawdę objawioną na temat nędznie prezentującego się wizerunku blogerek modowych, stylistek i innych sierotek. Porozmawiamy także o tym, jak nędznie prezentują się współczesne chodniki, a na nich przedstawicielki płci pięknej - w bezpłciowych łachmanach ze sklepów, które niestety kojarzę ja, Ty i ten pan spod monopolowego - czyli każdy, więc...

...kto ma nerwy, niechaj czyta!

1. Oglądasz "Krulowe Lansu i Bansu" i potajemnie im zazdrościsz, namiętnie klikając follow, jak tylko zobaczysz coś takiego:

Okulary na wysoki połysk, prawdopodobnie z jakiejś spektakularnej firmy. Takie same kupisz na targu, w galerii handlowej i stacji benzynowej, ale na Tobie już nie będą wyglądały tak dizajnersko. Podkoszulka, koszula jakże przypadkowo odsłaniająca pokaźny biust, długie paznokcie i zaprawdę oryginalne dżinsy z podwyższonym stanem. Czego jej zazdrościsz? Co Ci się tu podoba? Jest jakiś niewytłumaczalny dla mnie trend na chwalenie się, ale się nie chwalenie. Przecież wiadomo, po co jest to zdjęcie. Ma niezmierzwione blond włosy, wypucowane okulary i ajfona 11 - ma kasę. Skręca Cię jednocześnie z zazdrości i pogardy (do tego pierwszego nigdy się nie przyznasz) i jakby tego było mało - zmusiła Cię, abyś ją obserwowała na Instagramie! 



2. Jesteś tak artystyczna i natchniona, że aż żadna.

Przeglądanie i perfidne wyśmiewanie takich blogów, to jedna z tych rozrywek, za które prawdopodobnie skończę w piekle. Nie potrafię docenić tych rozwianych włosów, scenerii pełnej mchu i paproci w profesjonalnej sesji zdjęciowej HD lustrzanką kumpeli. Do tego mętny, mało inteligentny wzrok, a na nadgarstku trzy plastikowe bransoletki firmy "fazul". Dostałaś tę chińszczyznę za darmo, podczas gdy dla nich, zdobycie stu takich bransoletek kosztuje dwa grosze. Doceniasz się za to, bo masz mnóstwo czytelniczek, które wyglądają tak jak Ty i ochoczo wymieniacie się fałszywymi komentarzami dotyczącymi Waszych jakże oryginalnych "stylizacji". Czujesz się wpływowa, szczególnie, gdy tłuczesz się z koleżanką o poliestrową bluzeczkę w sztradiwarjusie i wmawiasz sobie, że jesteś oryginalna.


3. Jesteś alternatywną, twardą babką, Twój styl to nie sukienki i szpileczki oraz gardzisz powyższymi dwoma punktami, więc wyglądasz mniej-więcej tak:




Znowu smutne wieści - to też nie świadczy o tym, że masz swój styl. I niestety, żadna fantastyczna bluza z "kropa" tego nie zmieni. No chyba, że stać Cię na świecące buty "najki"... - no nie, no nie, w tym przypadku też niestety nie... W dalszym ciągu nie prezentujesz się na tyle, by być godną określenia "stylowo". Jesteś identyczna, jak olbrzymi odsetek dziewcząt, które nie wiedzą co ze sobą zrobić, bo nie lubią sukienek.






4. Czujesz się niewiarygodnie odważna, bardziej odważna od tych wszystkich panienek z punktu 1, 2 i 3. Kochasz swoje ciało i wypisujesz na swoim blogu przepisy na bezglutenową owsiankę z jarmużem, która smakuje jak kupa. Wierzysz, że możesz wszystko i pragniesz zostać trendsetterką, dlatego raz na jakiś czas wrzucasz pozowane zdjęcie w kolorowych legginsach z lycry i obcisłym topiku ze sztradiwarjusa (o który biłaś się w sklepie z Panią z punktu numer dwa), żeby wszyscy Cię podziwiali i zazdrościli płaskiego brzucha:








... a tak naprawdę narażasz się na śmieszność u osób, których IQ przewyższa IQ pawiana. I nigdy się o tym nie dowiesz, bo IQ Twoich fanek nie jest równe nawet połowie IQ pawiana.








5. Gardzisz tym tałatajstwem i skromnie rozkwitasz, przełamując bariery.



Trochę się mylisz i trochę też przeżywasz, jak mężczyzna Twojego życia się z Ciebie podśmiechuje, ale zaraz mija Ci nostalgia i próbujesz dalej. Jeszcze nie masz swojego stylu, ale łączysz, bawisz się i czytasz. Wyglądasz jak Ty. Jeśli ten opis do Ciebie pasuje, to znaczy, że jesteś dla mnie lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok. Wierzę w Ciebie i trzymam za Ciebie kciuki.




Continue Reading

niedziela, 8 października 2017

Żona Modna - 5 zasad, jak nie zbankrutować na byciu kobietą / Darmowy Beauty Planner


Czy ktoś jeszcze pamięta tę słynną satyrę Krasickiego? Gdy wychodzę na ulice miasta, do drogerii i handlowych galerii - przypomina mi się za każdym razem tytułowa "Żona Modna". Chodzą takie, biegają po przepastnych, przeładowanych towarem półkach, z niewidzialnym radarem na słowa: "przecena", "wyprzedaż", "10 w cenie 1". Nie obwiniaj się za to - to podły konsumpcjonizm wmówił Ci, że potrzebujesz tych wszystkich rzeczy, że jak nie kupisz tego i tamtego, to jesteś bezużyteczna i żaden facet na Ciebie nie spojrzy. Przeglądając kolorowe gazetki, anorektyczne modelki i artykuły o sławnych i bogatych - rodzi się pragnienie, by być ucieleśnieniem tego wszystkiego...

... a potem siedzisz na kanapie z zupką chińską na obiad, a Twój dom przypomina drogerię kosmetyków, które za miesiąc będą do dupy, bo ktoś wymyśli coś lepszego i hurtownię ciuchów z taniego poliestru sieciowych sklepów odzieżowych, które za tydzień będą do wyrzucenia, bo się zmechacą, znikną, skurczą i odkleją się te wszystkie cekiny, aplikacje i inne badziewy.

Lecz jest nadzieja, Drogie Panie. Nadzieja na to, że nie skończysz jak masa naiwnych panienek, otępionych wielkim młotem konsumpcjonizmu, którym wmówiono, że są wyjątkowe, bo smarują się błotem z bagien Valhalli, z dodatkiem kozich bobków i śliny wielbłąda. Zapraszam do lektury:

1. Tylko spokój może Cię uratować.




Stop! Nie biegaj, nie pozwól na oczopląs, nie daj się w to wrobić. Nowy "kejs" na telefon, czterdziesta szminka, czy piętnasta torebka nie naprawią Twojego związku, nie sprawią, że Twój szef będzie Cię bardziej szanował albo, że w końcu zdasz to cholerne kolokwium. Dlatego zmianę swojego podejścia zacznij od spokoju. Nie ma nic złego w sprawianiu sobie przyjemności na poprawę humoru, ale może zamiast zapychania dziury rozpaczy kremem na żylaki - otwórz TripAdvisor, poszukaj ciekawej knajpy, w której nigdy nie byłaś i idź tam na piwo. Albo pójdź najzwyczajniej na spacer, uspokój się, przemyśl to i owo - to o wiele bardziej konstruktywne doświadczenie.

2. Kiedy cokolwiek kupujesz - rozmawiaj ze sobą!




No dobra, czasami idziesz już do tych sklepów. Z biegiem czasu, zaczyna Ci się podobać coraz więcej. I więcej, i więcej... Cokolwiek nie weźmiesz do swoich łap - zadaj sobie kilka pytań:

 Do czego jest mi to potrzebne?
do moich opuchniętych z rana oczu, do szykownego wyglądu na jutrzejszej randce...?
W jaki sposób będzie mi to służyć?
będzie mi w tym ciepło, a idzie zima, ochroni mnie to przed słońcem na Ibizie...?
Czy to jest piękne dla mnie, czy dla ogółu?
koleżanki będą mi zazdrościć, w gazecie było takie, "ależ to jest piękne! to cała ja!"...?
Czy to jest przyzwoitej jakości?
100% poliester, czy 100% bawełna? alkohol i perfumy na pierwszych miejscach w kremie nawilżającym zrobią mi wióry z twarzy.
Czy mnie na to stać?
jeśli Twój portfel świeci pustkami, to po co w ogóle włazisz do tych sklepów?!

3. Zasada - "Mogę zrobić to sama"


Radosna kontynuacja punktu No2. Zastanów się nad tym za każdym razem, gdy chcesz za coś zapłacić. To się tyczy zarówno mrożonej lazanii, jak i regenerującej super eko bio (o bzdurach "eko" i "bio" rozpiszę się kiedy indziej) maski na włosy z siemieniem lnianym, która kosztuje fortunę. Na lazanię znajdziesz przepis i narobisz jej jak dla wojska za te same pieniądze (nie zjesz, to zamrozisz albo dasz sąsiadom), trzy łyżki siemienia lnianego zagotujesz w szklance wody i otrzymasz galaretkę, którą pacniesz na włosy, przykryjesz ręcznikiem i posiedzisz w tym godzinę - efekt ten sam albo jeszcze lepszy. Końcówki włosów też sama podetniesz - przecież jesteś kumata babka (wiem to, bo dotrwałaś aż do tego miejsca w poście), tutoriali w internecie moc. Hybrydę też sobie pomalujesz na paznokciach, dziki borze, jaka to filozofia - zestaw z lampami i innymi pierdołami kosztuje Cię tyle, co dwie, trzy wizyty u manicurzystka. Sylwester, a Ty wymarzyłaś sobie bajeranckie paznokcie? Idz sobie do tej kosmetyczki, jak potrzebujesz coś ekstra - nikt nie broni, a wręcz wskazane czasami się porozpieszczać. Czasami to słowo klucz.

4. Wartość jakości do ceny nie jest czasami przyzwoita.



Proszę, pamiętaj o tym, jak pójdziesz do łizełwd, sztradiwarjusa i innych berszków. Jeśli ta bluzka tyle kosztuje, to znaczy, że sklep, dystrybutor, producent materiału i prawdopodobnie dzieci z Bangladeszu też - muszą na tym cokolwiek zarobić (chociaż do ostatniego wcale nie jestem pewna). To, że się sprzedaje aby zarabiać - jest normalne. Niedorzeczne staje się,  kiedy bluzka, która kosztuje 100 zł - ma na metce 100% poliester. Wyjdź stamtąd - wyjdź czym prędzej, ten sklep to banda popaprańców, żerujących na ludzkiej głupocie. Poszukaj w małych, wolnostojących sklepach, lumpeksach, tematycznych targach mody ... jest tego trochę, a gdy znajdziesz w nich czerwoną bluzkę w kwiaty 100% bawełna za 70 zł, podczas, gdy w tajliłejl była czerwona bluzka w kwiaty 100% poliester za 39 zł - zapamiętaj też żelazną zasadę mojej Mamy: "Ludzi biednych nie stać na tanie rzeczy" (więc przestań kupować setne, gówniane, klejone buty ze sztucznej skóry, które po miesiącu będą wyglądać jak psu z gardła, tylko kup sobie porządne kozaki na zimę, co? Przelicz sobie różnicę).

5. Planuj swoje zakupy



Ja wiem, że to ciężkie, ja wiem, że to potworne i uwłaczające, żeby chodzić z kartką po sklepach, ale jak już masz wryte w swoją mądrą główkę, cztery powyższe zasady - możesz iść na pierwsze, świadome zakupy i nie będzie Ci przeszkadzać fakt, że są mniej spontaniczne niż do tej pory. Podziel sobie zakupy na te w drogerii, spożywcze i ciuchowe. Zakupy w drogerii raz na miesiąc, zakupy ubraniowe raz na sezon, zakupy spożywcze raz na tydzień. Przed każdymi zakupami rób listę i oglęziny "braków" (kosmetyków, ciepłych rajtuz na zimę, puchowej kurtki na narty), "strat" (cztery jogurty po terminie poszły do śmieci, wspomniana już bluzka z poliestru skurczyła się do rozmiarów lalki po pierwszym praniu). Przeznaczaj na to określone kwoty i tylko z nimi łaź po tych alejach dobrobytu (żadnych kart kredytowych, żadnych milionów za pazuchą!). Przeznaczyłaś 200 zł na żywność w tym tygodniu, a wydałaś 160? 40 zł to Twój zysk i inwestycja na przyszłość, składuj je, bawiąc się w oszczędzanie i wydaj je na koniec miesiąca na coś szalonego. Ikona luksusu i lansu - puderniczka z lusterkiem od Chanel kosztuje 300 zł, ale ten pierwszy raz będziesz mogła go sobie kupić, choć wydawało się to nierealne.

A o tutaj właśnie, możecie pobrać Beauty Planner, który zorganizuje Wam wspomniane comiesięczne zakupy w drogeriach. Planner z najbardziej trafnym do tego tematu, cytatem Alfreda Musseta:

"Gdy kobieta jest słodka i świeża, dobra i ładna, nie należy troszczyć się o to, czy umie po łacinie"

Powodzenia, Kobitki!


Continue Reading

niedziela, 7 maja 2017

Konkurs! / Fotorelacja - Kitsch&Vintage na majówce we Wrocławiu

Dzień dobry, dzień dobry!

Och! Ile tu się dzieje, proszę Państwa. W ferworze, napędzając moją machinę Kitsch&Vintage - musiałam na chwilę się zatrzymać i ukierunkować.

Niezależnie od tego, co się dzieje i jak dobrze się dzieje - tylko spokój może nas uratować. 

Tą oklepaną mądrością witam się z Państwem ponownie, aby opowiedzieć o emocjonującym zdarzeniu minionych dni.

Kitsch&Vintage i ja, odwiedziliśmy majówkę na Wyspie Słodowej we Wrocławiu.
Dostaliśmy nawet wielgaśny namiot, krzesełka i stoliczek i... chyba nas polubili, bo zainteresowanie było spore. :)

W namiocie można było wysłać kartkę do samej siebie w ramach Programu Reinkarnacji Poczucia Własnej Wartosci - #zdrowyegoizm oraz wypróbować moją autorską linię perfum! Czad, nie? :)



Także Panie (i Panowie) z całego, pięknego Wrocławia - wąchali, pisali, pytali. Można było też skorzystać z kursu makijażu przy współpracy z MejkapBajEws... proszę żałować, że się nie było!



A! No i jeszcze Day & Week Plannery były! Czego tam nie było... !

Ale proszę się nie martwić, że Was tam nie było, bo oto ogłaszam Konkurs! Prosty, zabawny, przyjemny, a do wygrania szczęścia moc!

   Personalizowany i sygnowany własnym pseudonimem lub imieniem i nazwiskiem Planner
   Fiolkę moich autorskich, naturalnych perfum Kitsch&Vintage - Kitschy Posh
   Fiolkę moich autorskich, naturalnych perfum Kitsch&Vintage - Rustic Vintage
 ♣ Posrebrzaną bransoletkę z naturalnymi kamieniami i kryształkami Swarovskiego (albo jak kto woli - sfarofskiego) :)
   Piękną, ręcznie szytą saszetkę na ową bransoletkę lub na inne skarby! :)


Co trzeba zrobić?


1. Proszę udostępnić ten post
2. Proszę zaobserwować mnie na Instagramie
3. Proszę polubić mnie na Facebooku
4. Proszę odwiedzić moją nową stronę www.kitschetvintagefactory.wordpress.com
... i w formularzu kontaktowym, w zakładce "Kontakt" napisać, co Ci się w niej podoba, a co nie - to śmiertelnie ważny punkt, ponieważ bardzo zależy mi na Waszej opinii. Te najbardziej "bogate" i kreatywne - nagrodzę sowicie. Dopisz swoją stronę śmiało - chętnie Cię poznam i poczytam. :)


✩ Konkurs trwa do końca maja, a do wylosowania aż 3 zestawy i nagrody pocieszenia!

Powodzenia życzę ja - Szamanka Kitsch&Vintage!



Continue Reading

niedziela, 26 marca 2017

Boyfriend #TAG - ile to już minęło?! / Zmiany, zmiany, zmiany!



Dobry wieczór!

Po krótkiej przerwie, witam Was w ten ciepły, wiosenny, niedzielny wieczór.

Ostatnio bardzo dużo się u mnie dzieje - zmiany gonią zmianę, zostało jakieś 4,5 miesiąca do ślubu, a po drodze remont mieszkania, zmiana pracy i wieeele wiele innych!

W morzu wydarzeń jakoś dobrnęłam do urlopu, który (jak śmiem cicho zauważyć) - jest w pełni zasłużony. Pragnę poświęcić te kilkanaście dni na czysto egoistyczne zabiegi, jak:

Zakupy
Szycie
Czytanie
Pisanie

Czego chcieć więcej?!

Tymczasem, w okolicach Dnia Kobiet wymęczyłam mojego Lubego o tzw. "Boyfriend #TAG" - a bo może będzie Wam miło, jak nas trochę poznacie z okazji fali weselno-ślubnej, która zasypie Was przez najbliższe miesiące. ;)

Gotowi?




Continue Reading

wtorek, 21 lutego 2017

#Weddingalert - rustykalne wesele - Ideabook / Ubieramy Pana Młodego!

N adszedł czas na kolejny, wyczekany przez Was #weddingalert! Dziś trochę o samej idei wesela, kwiatach i o Panu Młodym - rozpocznijmy zatem:

  • Gipsówka, kłosy zbóż, ostróżka, goździki i dalie - oto esencja rustykalnego wesela. Tak też będzie na moim.
  • "Rustykalny" to teraz takie modne słowo i wiele par zachodzi w głowę, jak zorganizować takową właśnie uroczystość. Przede wszystkim trzeba się pilnować, żeby...

...nie przedobrzyć.

W świecie prawie eksplodujących od przepychu wesel - nietrudno o przekroczenie magicznej granicy rozsądku i smaku

Dwieście napompowanych helem balonów na suficie, a z każdego srebrna, błyszcząca tasiemka, a do tasiemki przywiązany kryształ "sfarofskiego" to najprawdopodobniej znak, że przesadziłaś.

A w uroczystościach rustykalnych wystarczy pięć ziarenek brokatu, żeby wszystko zepsuć, dlatego to nie jest styl dla księżniczek Disney'a.

Rustykalne Podstawy:

  1. Jutowy sznurek.
  2. Mech
  3. Surowe drewno

Tymczasem, wybrałam już z Moim Lubym Jego  strój! Padło na smokingowy garnitur od Diuk'a - jak Wam się podoba?

Continue Reading

wtorek, 14 lutego 2017

Kiedy to było?!
CV, pierwsza praca, pierwsze postanowienia...
/ Wcale nie jesteś na nic skazany.


Nie licząc zrywania kukurydzy, zbierania bobu i plewienia ogórków, jestem w stanie bez wysiłku wyłowić moment, w którym dorwałam moją pierwszą, najprawdziwszą pracę na umowę. I choć po dziś dzień nie jestem przekonana do legalności owej umowy... było to niewątpliwie jedno z najważniejszych i najbardziej emocjonujących wydarzeń w moim życiu.

Miałam szesnaście lat. Moje dumne curriculum vitae składało się z danych osobowych, zdjęcia i nazwy liceum, do którego wówczas chadzałam. Mój przebogaty dokument wysyłałam w miliony miejsc, a nie ukrywam, że mi zależało - wisiało bowiem nade mną widmo nieudanych wakacji, a czynsz za pokoik, który wynajmowałam wtedy... powiedzmy sobie, że pieniądze od Taty na czynsz w niewyjaśnionych okolicznościach przepadły. :)

... i w końcu stało się! Dostałam telefon z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną! Rozmowa była krótka i skończyła się moim sakramentalnym TAK. Na co się zgodziłam? Na pracę kelnerki w pubie, w dzielnicy lekko patologicznej, gdzie wokół znajduje się kilkanaście innych pubów + klub schadzek, a my byliśmy jedynym lokalem podającym zarówno alkohol, jak i jedzenie. Mam nadzieję, że każdy zrozumie, kiedy był największy ruch. Od północy do czwartej rano skrobałam zeschnięty ser spod stolików, jednocześnie obsługując kopiący prądem zmywak, prawą ręką nalewając piwa tym, którzy już dawno mają dość, a lewą ręką wydając resztę. A to wszystko za sześć złotych za godzinę



Teraz jak to piszę, to zastanawia mnie, kto pozwolił mi samej po nocach lać strumieniami alkohol w pubie zważywszy, że nie byłam osobą pełnoletnią... ale rozładujmy ten moment grozy - nic mi się nie stało, żyję i mam się dobrze. Dlaczego ja w ogóle o tym piszę? OTÓŻ:

Oczywiście nie tylko ja tam pracowałam - była studentka piątego roku weterynarii, chłopak po technikum gastronomicznym, student już-nie-pamiętam-czego ... i ci wszyscy ludzie siedzieli tam z taką małolatą jak ja, zarabiając tyle, co ja i wyklinając tę pracę tak jak ja. Ale to ja jako pierwsza odeszłam z tej pracy ze słowami na ustach: "ta praca nie jest mnie warta". Wcale nie dlatego, że uważałam się za lepszą od tamtych osób i wcale nie dlatego, że byłam święcie przekonana o czekającej na mnie "świetlanej przyszłości" - to była pierwsza, bardzo ważna lekcja w cyklu
"jesteś warta więcej i stać Cię na więcej".

... a potem zauważył mnie jakiś miliarder, poprosił, żebym była jego asystentką, a teraz latam po świecie jak szalona i piję szampana na śniadanie.




No dobra - żartuję, ale naprawdę zaczęłam pędzić przez życie jak struś. Czerpałam niewiarygodną satysfakcję z wyborów, w żadnej pracy nie zatrzymałam się na dłużej niż miesiąc. Zdobywałam doświadczenie począwszy od kelnerki, poprzez telemarketera, po kasjerkę. Ani jednej z tych prac nie mam dziś w CV, bo i po co? W końcu przyszedł dzień, w którym poszłam na rozmowę kwalifikacyjną pewna tego, co mam, ale też pewna tego, co inni we mnie doceniają. I wiecie co? To działa. Oczywiście moim celem jest być swoim własnym szefem, ale wiem, że jeszcze przede mną daleka droga. 

Złota rada? Pamiętaj, że praca nigdy (PRZENIGDY) nie może przysłaniać Ci życia. Praca to nie esencja bytu, to tylko składowa miliona innych rzeczy, które składają się na Twoje życie. I jeśli myślisz, że "nie masz doświadczenia zawodowego", więc zostaje Ci warzywniak albo fast-food - mylisz się. To jest etap, który każdy musi przejść i nabrać dojrzałości do przejmowania powierzonych obowiązków. Tego typu doświadczenie jest najcenniejsze. I jeśli masz teraz w głowie "nienawidzę swojej pracy", ale boisz się i wiesz, że tego nie zrobisz - to stoisz w miejscuŚwiat pędzi dalej, a Ty tylko stojąc - cofasz się.

 Nie pozwól sobie na to.
Continue Reading

wtorek, 7 lutego 2017

Ścinamy włosy i zaczynamy żyć od nowa!
3 żelazne zasady budowania Nowej Siebie/
Codzienność i rutyna zabijają każdego z nas #3




Otóż to. Zaczynanie od nowa nie jest takie proste, proszę Państwa.

Niestety - nie wystarczy ściąć włosów, chociaż ja akurat też to zrobiłam.

Żyjemy w świecie, gdzie wszystko jest powtarzalne, populizm i "American Dream" wmawiają nam, że mamy prowadzić swoje życie w sposób stateczny, a w tak zwanym międzyczasie - marzyć o darze z niebios, który odmieni wszystko.

Najwyższy czas jednak powiedzieć, że tak się nie stanie, bo zmiana życia to ciężka praca, a nie kolej losu.

Przygotowałam zatem trzy zasady, o których warto pamiętać, gdy w końcu do nas dotrze, że nasze życie nie znajduje się czyichś rękach- tylko we własnych.




1. Nic nie dzieje się przypadkiem.

Absolutnie nic. To wklucza na wstępie enigmatyczne pojęcie "losu". Wszystko ma sens, nie zawsze tak głęboki, jakbyśmy chcieli, ale MA. Dlatego nie ignoruj wewnętrznych sygnałów intuicji - jeśli przemknęła Ci myśl, żeby zastanowić się nad genezą swojej depresji, gdy idziesz na zakupy do supermarketu - zastanów się - może dostajesz ataku paniki patrząc na szaleńczy konsumpcjonizm, a głowa zaczyna eksplodować na widok mnogości kitu, jaki nam wciskają producenci? Może nagle najdzie Cię ochota, żeby otworzyć sklep bez etykiet i promocji...


2. Bądź egoistą.

Brrr! Egoiści to źli ludzie! No cóż, niestety każdy nim jest i decyduje o tym instynkt przetrwania. Zacznij to wykorzystywać w mądry sposób. Zadbaj o siebie i swój święty spokój. Tak tak, może te wiadomości w gazecie, czytane z samego rana sprawiają, że przez resztę dnia Twoja głowa jest niespokojna?
A najgorsze jest to, że czasami nawet już nie zdajemy sobie sprawy, nie zauważamy, co drażni nasze prywatne otoczenie: przyzwyczajamy się i akceptujemy. Albo... po co tak koniecznie musisz zagadywać kumpli z pracy/szkoły, skoro w nosie masz ich los i to, co mają do powiedzenia? Idź na obiad tylko w swoim towarzystwie, może wpadniesz w tym czasie na ciekawy pomysł wycieczki zamiast słuchać tych bzdur.


3. Zastanów się, kogo kochasz i okazuj to.

To najtrudniejsze zadanie i trzeba do tego podejść w jak najszczerszy sposób, bo może okazać się tak, że Twój partner/partnerka od dwóch lat tak naprawdę tylko Ci przeszkadza.
Nauczmy się też w zdrowy sposób odcinać od wyuczonych uczuć, I oczywiście w kulturalny! Z szacunkiem do siebie, ale też innych. Kiedy już zdasz sobie sprawę z tej garstki ukochanych osób - kochaj bezgranicznie i o nich dbaj



Continue Reading

środa, 1 lutego 2017

#WeddingAlert - 5 grzechów głównych wesela / Czego na moim na pewno nie będzie?

Nadeszła pora na kolejny #WeddingAlert.
Luty wybił, więc tym samym wyznaczył mi pełne siedem miesięcy do Wielkiego Dnia. Mogę rozpływać się nad tym, czego życzę sobie na moim weselu, ale... myślę, że zdrowiej byłoby na tę chwilę poruszyć tak zwane ślubne koszmarki, które przyprawiają mnie o dreszcze. 
Proszę przypomnieć sobie teraz dokładnie wszystkie wesela... 

...ona temu winna, ona temu winna, poooocałooooować go powinna...

1. Mówimy NIE - zasadzie 4B!

Beza  -  koniecznie na żelaznym stelażu, bo przecież to bajecznie wygląda, jak tańczy Panna Młoda, a zaraz obok niej jej suknia.
Balejaż  -  w Polsce wciąż nie wychodzi z mody.
Bolerko  -  PO CO TO JEST?! I dlaczego chcemy wyglądać, jakby nam wycięli kręgi szyjne?!
Boazeria  -  ...

Drogie Panie, jeśli naprawdę zależy Wam na objętości sukni i chcecie jednak użyć jakiegoś koła... proszę - sprawdźcie potem, czy Wasza sukienka nie lewituje...(obrazek No4)




2. Balony.

Niepostrzeżenie przemykają między naszymi nogami, są upragnionym celem każdego dzieciaka na weselu, raz na jakiś czas odbije się taki od czubka głowy, elektryzując każdą starannie ułożoną fryzurę, a średnio raz na 45 minut głośno któryś eksploduje, narażając mnie na zawał serca, a resztę ten iście rakotwórczy huk rozbawia do łez (naprawdę tego nie rozumiem).

Obraz z moich koszmarów:



3. Uwłaczające, durne zabawy.

Ja nie muszę tego tłumaczyć.











4. Czarna Audica i inne Beemki.

... oczywiście w aranżacji miliona sztucznych kwiatuszków i wstążeczek. Już bym wolała rower...




5. Organza.

Proszę sobie przypomnieć jakieś imieniny u cioci Joli i jej aranżację stołu. Czy przeplotła się tam kiedyś tajemnicza wstążka z organzy? Gdzieś pomiędzy nogą od krzesła, a paterą z sernikiem... 



I tą wstążką Was dzisiaj żegnam, wkrótce kolejna odsłona cyklu, a dla tych, co nie mieli okazji zobaczyć poprzedniego #WeddingAlert -  link o TU


Continue Reading